Skip to main content
Drukuj

przedszkole__Zielonki
Wstańcie gospodyni, wstańcie gospodarzu,
Bo już dzień nastaje, pucheroki na podwórzu.

 

W spokojnej podkrakowskiej wsi dopiero budzi się dzień, gdy nagle rozlega się gwałtowne pukanie do drzwi. Rozespana gospodyni wygląda przez okno i przeciera zdumione oczy. Przybysze wyglądają bajkowo – mają wysokie, stożkowe czapy we wszystkich kolorach tęczy, usmolone twarze, a w rękach dzierżą dziwaczne długie młoty przyozdobione bibułą. Mało tego, domagają się „jajek pięć”, masła, sera i trochę grosiwa, stosując wszelkie metody perswazji, a to wdzięcząc się i żartując, a to znów miotając groźby.



A jak mi nic nie docie,
To w komorze myszy mieć będziecie


Pucheroki to jednak bardzo oczekiwani goście w kilku podkrakowskich wsiach, zwłaszcza, że ich przejęte, dziecinne twarzyczki budzić mogą co najwyżej rozczulenie i rozbawienie.  Toteż miękną serca bibiczanom, zielonczanom i trojanowiczanom, którzy zaraz kładą w koszyczki przybyszów przede wszystkim łakocie i pieniądze.

Pójdziecie do nieba albo i dalej
Byleście pucheroków poratowali


Tradycja chodzenia po pucherach, sięgająca korzeniami XVII wieku, zapoczątkowana przez ubogich krakowskich żaków, ożywa rokrocznie na bibickim ryneczku, gdzie odbywa się przegląd pucheroków. Tak było i w tym roku, w kwietną niedzielę, 17 kwietnia. Przed świetlicą „Pucherok” zapanował nagle gwar i poruszenie, wszędzie pokazało się pełno małych przebierańców w wielkich czapach. Przejęte były zarówno dzieci, jak i ich rodzice i opiekunowie, którzy czuwali nad pociechami do ostatniej chwili – wyjścia na scenę. To barwne wydarzenie nie umknęło także uwadze reporterów, błyskały flesze, dzieci pozowały do zdjęć i udzielały wywiadów.
Przybyli także Ci, dzięki którym tradycja zawdzięcza ciągłość, pan Henryk Banaś, krzewiciel bibickiej kultury ludowej, autor między innymi książki „Bibicka pieśń”, założyciel i opiekun muzealnej Izby Regionalnej, a w niedzielę palmową przede wszystkim niegdysiejszy pucherok. –Ja chodziłem po pucherach jeszcze w 1949 roku – wiele osób od tego czasu zginęło lub zostało zapomnianych, ale niewinne pucheroki przetrwały – mówił wzruszony, odbierając z rąk wójta gminy Zielonki Bogusława Króla dyplom okolicznościowy, przyznany w dowód uznania za podtrzymanie tradycji pucheroków w Bibicach oraz dyktafon, praktyczny upominek, który być może przyczyni się do powstania kolejnej pracy pana Banasia na temat regionu.  Dyplomem i upominkiem uhonorowana została także pani sołtys Bibic Anna Zabiegaj, która jak zawsze zadbała o organizację wydarzenia, a uczestników ugościła słodkim poczęstunkiem. To ważne wydarzenie w życiu gminy, toteż nie zabrakło przedstawicieli samorządu.

Przyjechałem z Pińczowa na kwietno niedziele.
Usiadłem na rogu stodoły, widze dzieci wiele.


Wiele osób przybyło podziwiać bibickie pucheroki, w tym liczna grupa z Zawiercia, blisko 60 osób z tamtejszego PTTK. Nie odjechali z pustymi rękami, wójt obdarował organizatorkę wyjazdu Joannę Kutę pełną uroku lalką pucheroka, maskotką gminy Zielonki. Inne drewniane pucheroki, misternie wykonane przez regionalnych rzemieślników, piętrzyły się na stoisku Centrum Kultury, wzbudzając zainteresowanie dzieci i dorosłych. Najwięcej oczu skierowanych było jednak na scenę, gdzie jedna po drugiej następowały po sobie barwne grupki pucheroków. Prowadzący, pani Katarzyna Żak i dyrektor CKPiR Marek Płachta, wciągali przebierańców w zabawne dialogi, zaglądali do koszyczków, pytali o kostiumy. Dzieci i młodzież odpowiadały dowcipnie i rezolutnie, wywołując wesołość wśród publiczności.

Popatrzcie się na mnie, bo jestem nieduży,
Każda gospodyni sera do koszyczka włoży.
Mówię ja wam mówię cieniutkim głosikiem


Wcale nie cieniutkim głosikiem chłopcy z bibickiej szkoły, podopieczni pani Elizy Emerli, chwalili się powodzeniem u gospodyń. Kto był dla nich szczególnie łaskawy? – Wiele było takich pań – padła odpowiedź, a szczególnie miło chłopcy wspominali pewien dom na Parkowej.

Pochwolony, pochwolony, dużo copka, wąs smolony


W grupie z Trojanowic pana Andrzeja Krzęciasza znalazł się najstarszy i najbardziej postawny pucherok Daniel. – Niektóre gospodynie krzyczały – opowiadali chłopcy, dodając dla równowagi, że inne „nie chciały ich z domu wypuścić”. Chłopcy dziarsko wygłosili oracje, po czym pojechali z występami na krakowski Rynek Główny, zaś bibicką scenę przejęły po nich przeurocze małe pucheroki z przedszkola samorządowego w Zielonkach. Opiekunka, pani Janina Franczak, zadbała o ich przygotowanie sceniczne. Maluchy, choć tak przejęte wygłaszaniem oracji, na scenie potrafiły zachowywać się swobodnie, zaglądając sobie z ciekawością do koszyczków.
W następnej, barwnej i licznej grupie z Korzkwi, wywiązała się ciekawa rozmowa o kostiumach. Jedna dziewczynka przywiozła sobie ubranie aż z Zakopanego, a jej kolega, jak twierdzi, dostał je od sąsiada. Za wąsy odpowiedzialni byli najczęściej tatusiowie, inne części garderoby pomagały dobierać mamy. Święto pucheroków to okazja angażująca całą rodzinę do pracy. Nad całokształtem korzkiewskiej prezentacji czuwała opiekunka – pani Ewa Staniszewska.

A gadają, gadają, laseczkami stukają,
Od domu do domu do drzwi pukają


Grupa uczniów z Zielonek, którą przygotowywała pani Irena Badura, szczelnie wypełniła  małą scenę. Dzieci mówiły skąd wzięły się łakocie w ich koszyczkach, głównie dostarczone przez rodzinę i bliskich. Dyrektor Centrum Kultury apelował przy tej okazji, by dzieci częściej zaglądały także do obcych domostw. Wypełniony po brzegi koszyczek prezentował z dumą mały Maciek, który na puchery wybrał się już o godzinie 6:35, jak skrupulatnie zapamiętał, zaś mały Wojtek rozbrajająco stwierdził – jeszcze nie zdążyłem –  i nie mniej radośnie wymachiwał pustym koszyczkiem.
Dużą sympatię wśród miejscowych wzbudził przemiły pucherok Filip Rydel, który przybył aż z Mazur, by jak co roku wziąć udział w przeglądzie. Przygotował go dziadek, który sam niegdyś chodził po pucherach. Co na to jego koledzy z Mazur? – Myślą, że ja kłamię – powiedział Filip, więc prowadzący zasugerowali, by zabrał swoją piękną czapkę do domu, a na przyszły rok zaprosił kolegów do Bibic.

A jo mały pucherocek, wylozem na pniocek


W grupie reprezentującej Świetlicę „Pucherok”, przygotowanej przez panią Annę Barczyk, znalazła się najmłodsza uczestniczka przeglądu – trzyletnia Kingusia, wdzięczny, różowy pucheroczek. Każde dziecko wygłosiło swoją mowę postukując groźnie kolorową puchą.
Odważnie wkroczyła na scenę ostatnia uczestniczka przeglądu, dumnie prezentując jedną z najwyższych czapek – Zuzia Zberus z Zielonek.
Doceniono wszystkich uczestników przeglądu, przede wszystkim oklaskami, ale także podarkami, dyplomami i słodkim poczęstunkiem w świetlicy.
Podczas przeglądu można było kupować piękne prace wielkanocne wykonane przez podopiecznych Środowiskowego Domu Samopomocy z Woli Zachariaszowskiej, a także podziwiać ozdoby, które brały udział w konkursie wielkanocnym. Na koniec rozdano nagrody laureatom tego konkursu.

A z ty szkoły wylecioł …nauczyciel goły”…?


Pan Henryk Banaś z żoną ze wzruszeniem obserwowali wszystkie występy pucheroków. Wyrazili radość, że piękna tradycja pucheroków jest utrzymywana i tak popularna. – Szczególnie cieszy, że także napływowe dzieci podejmują ten zwyczaj – zwróciła uwagę pani Maria Banaś. Niektóre tradycyjne przemowy nieco odbiegały od wersji, jakie spisał pan Banaś w swojej książce, jednak autor nie ma nic przeciwko, o ile oracje są utrzymane w tym samym stylu, co tradycyjne. Niekoniecznie natomiast podoba się ich cenzurowanie, skoro przemowy oddawać mają ducha tej figlarnej nieco, ludowej, sowizdrzalskiej poezji.
Impreza udała się nad wyraz, dzieci ochoczo dawały występy, także poza sceną, na życzenie przyjezdnych reporterów. I chociaż barwnych przebierańców zobaczymy znowu dopiero za rok, to w Centrum Kultury cały czas czekają na nabywców pocieszne pucheroki z drewna.


Agnieszka Małyska

Henryk_Bana
ZS_Bibice
Trojanowice
przedszkole_zielonki
Korzkiew_ZS
Zielonki_ZS
Zielonki_ZS2
Zielonki_ZS3
swietlica
zuza
filip
pod_scen
konkurs_wielkanocny2
konkurs_wielkanocny
publiczno
pucherok_Kingusia
lalka_pucherok

text-decoration: underline;368

Close Menu
Skip to content